Po kilku kolejnych, nudnych lekcjach
wyszłam ze szkoły i ruszyłam do... Hmm... Chyba można by to nazwać
domem. Nie mieszkałam już razem z bratem, który pewnie się o mnie
strasznie zamartwiał, tylko z chordą rządnych krwi, bladolicych komarów.
Nie chciałam zmiany. Nigdy nie narzekałam na swój los, choć przyznam,
że nie było łatwo. Po przeprowadzce do city souls rodzice odwiedzili
mnie dwa razy. Mieszkałam razem z Shane'm. Pewnej nocy, dwa tygodnie
temu wracałam z przyjaciółmi z koncertu. Weszłyśmy nie w tą uliczkę co
trzeba. No i stało się. Jestem młodocianym wampirem. Przechodząc obok
warsztatu, w którym pracuje mój brat, pochyliłam głowę, by nikt mnie nie
rozpoznał. Wmówiłam mu, że zamieszkam razem z znajomą, bo jest bliżej i
nie chce go niczym obciążać. Nie wiedział jakie to miasto jest
naprawdę. Może to i lepiej? Zerknęłam na duży budynek z kamienia. Dom.
Wspięłam się po ogromnych schodach. Po obu stronach drzwi stały kamienne
lwy. Weszłam do środka. Przywitał mnie zapach stęchlizny i krwi. Na to
drugi, zaburczało mi w brzuchu. Nie jadłam od tygodnia. Dla normalnego
wampira, byłoby to szaleństwem. Dla mnie normalką. Potrafiłam lepiej niż
reszta hamowć głód.
- Śmierdzisz mokrym psem - zza balustrady wychyliła się Carmel. Z
ironicznym uśmiechem na twarzy przeszłam obok niej, lekko trącając ja
ramiemiem - uważaj jak chodzisz - syknęła.
- Wybacz - mruknęłam i szybko podbiegłam do najbliższych drzwi, unikając
kontaktu z jej kłami. Wpadłam do pokoju, który okazał się pokojem
Ernesta, jednego z porządniejszych a równocześnie strasznie
staroświeckich wampów.
- W czymś mogę ci pomóc? - spytał, zamykając przeczytaną już kilka razy
książkę. Miał krótko przycięte, czarne włosy i zielono-żółte oczy.
Uśmiechając się, odsłonił ostre kły.
- Cześć. Widziałeś może Sama?
- Czeka na ciebie w swoim pokoju.
- Dzięki - szepnęłam i wyszłam. Sam jest wampirem, który mnie
przemienił. Teraz musi się mną zajmować czyli chodzić na polowania.
Weszłam do swojego, pięknie urządzonego pokoju. Nikogo tam jednak nie
zastałam. Ogarnęłam wzrokiem cały pokój. Nic. Wszystko zostało na swoim
miejscu. Na biurku pod ścianą leżały książki i zeszyty. Łóżko pod oknem
nadal stało niepościelone a z szafy wylewały się rzeczy. Poczułam mocny
ucisk w żołądku. Musiałam coś zjeść. I to szybko. Rzuciłam plecak na
łóżko i pobiegłam do pokoju w którym mieszkała najbardziej zaufana mi
osoba. Po drodze jednak wpadłam na Sama.
- Gotowa ? - spytał. Spojrzałam na niego z niechęcią. Przeklęty
rudzielec (nie mam nic do rudych osób, po prostu tak wyobrażam sobie
Sama. ) Zerknęłam z odrazą w jego czerwono-brązowe oczy. Nie zostało z
nich już nic ludzkiego. Był mniej więcej w moim wieku. Może o rok
starszy.
- Tak - warknęłam i pobiegłam do wyjścia. Wyszłam na dwór i odetchnęłam świeżym powietrzem.
- Kiedy ostatnio jadłaś ? - spytał, siadając na schodach.
- Tydzień temu.
- Nieźle sobie radzisz. Ze wszystkim. - uśmiechnął się - Potrafisz
opanować głód, słońce cię nie parzy, nie rzucasz się na pierwszego
lepszego człowieka czy wilkołaka.
- Czyli jestem dziwakiem - podsumowałam - I nie zaprzeczaj. Ponad połowa wampów tak twierdzi.
- Powiesz mi coś ? - spytał, wstając i otrzepując spodnie. Miasto powoli popadało w mrok - dlaczego tamtej nocy... No wiesz...
- Poświęciłam się zamiast mojej najlepszej koleżanki, prawie siostry, która zawsze była przy mnie - podpowiedziałam mu.
- Dokładnie - stwierdził bez żadnych emocji - mocno głodna ?
- W kitę...
- To patrz i się ucz - mruknął tylko i już go nie było. Usłyszałam
głośny krzyk. Odwróciłam się na pięcie. Sam stał kawałek dalej. O mur
opierała się jakaś dziewczyna. W nozdrza uderzył mnie zapach krwi.
Straciłam nad sobą panowanie. Podbiegłam do nich i odepchnęłam Sama.
Zaczęłam się pożywiać. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Ktoś
odciągnął mnie od jęczącej cicho dziewczyny.
- Musisz nad sobą panować - warknął Sam. Otarłam usta. Poczułam jak robi
mi się niedobrze. Podbiegłam do najbliższego śmietnika i zwymiotowałam.
Nadal się trzęsąc, usiadłam na ziemi.
- Lepiej ? - spytał Sam, kucając przy mnie. Może nie był jednak taki zły? Pokręciłam głową.
- Czy ona...
- Obudzi się rano, nic nie pamiętając. Ale musisz się kontrolować ! -
krzyknął. Każde jego słowo było jak uderzenie bicza. Skuliłam się.
- Kogo my tu mamy - powiedział ktoś. podniosłam głowę i zobaczyłam tą
samą dziewczynę, co w szkole. Obok niej stała jakaś dziewczyna - Dwa
wampy. Co z nimi robimy Adrienne?
- Nie mam pojęcia... Przekroczyli granicę...
- Za to należy się kara - dziewczyna przemieniła się w wilka, ogromnego z kasztanową sierścią. Warknęła i podeszła bliżej.
- Adrienne ? - spytałam niedowierzając - Chodzimy razem do klasy...
< co teraz Adrienne?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz