piątek, 1 listopada 2013

Od Sary CD Adrienne

Po kilku kolejnych, nudnych lekcjach wyszłam ze szkoły i ruszyłam do... Hmm... Chyba można by to nazwać domem. Nie mieszkałam już razem z bratem, który pewnie się o mnie strasznie zamartwiał, tylko z chordą rządnych krwi, bladolicych komarów. Nie chciałam zmiany. Nigdy nie narzekałam na swój los, choć przyznam, że nie było łatwo. Po przeprowadzce do city souls rodzice odwiedzili mnie dwa razy. Mieszkałam razem z Shane'm. Pewnej nocy, dwa tygodnie temu wracałam z przyjaciółmi z koncertu. Weszłyśmy nie w tą uliczkę co trzeba. No i stało się. Jestem młodocianym wampirem. Przechodząc obok warsztatu, w którym pracuje mój brat, pochyliłam głowę, by nikt mnie nie rozpoznał. Wmówiłam mu, że zamieszkam razem z znajomą, bo jest bliżej i nie chce go niczym obciążać. Nie wiedział jakie to miasto jest naprawdę. Może to i lepiej? Zerknęłam na duży budynek z kamienia. Dom. Wspięłam się po ogromnych schodach. Po obu stronach drzwi stały kamienne lwy. Weszłam do środka. Przywitał mnie zapach stęchlizny i krwi. Na to drugi, zaburczało mi w brzuchu. Nie jadłam od tygodnia. Dla normalnego wampira, byłoby to szaleństwem. Dla mnie normalką. Potrafiłam lepiej niż reszta hamowć głód.
- Śmierdzisz mokrym psem - zza balustrady wychyliła się Carmel. Z ironicznym uśmiechem na twarzy przeszłam obok niej, lekko trącając ja ramiemiem - uważaj jak chodzisz - syknęła.
- Wybacz - mruknęłam i szybko podbiegłam do najbliższych drzwi, unikając kontaktu z jej kłami. Wpadłam do pokoju, który okazał się pokojem Ernesta, jednego z porządniejszych a równocześnie strasznie staroświeckich wampów.
- W czymś mogę ci pomóc? - spytał, zamykając przeczytaną już kilka razy książkę. Miał krótko przycięte, czarne włosy i zielono-żółte oczy. Uśmiechając się, odsłonił ostre kły.
- Cześć. Widziałeś może Sama?
- Czeka na ciebie w swoim pokoju.
- Dzięki - szepnęłam i wyszłam. Sam jest wampirem, który mnie przemienił. Teraz musi się mną zajmować czyli chodzić na polowania.
Weszłam do swojego, pięknie urządzonego pokoju. Nikogo tam jednak nie zastałam. Ogarnęłam wzrokiem cały pokój. Nic. Wszystko zostało na swoim miejscu. Na biurku pod ścianą leżały książki i zeszyty. Łóżko pod oknem nadal stało niepościelone a z szafy wylewały się rzeczy. Poczułam mocny ucisk w żołądku. Musiałam coś zjeść. I to szybko. Rzuciłam plecak na łóżko i pobiegłam do pokoju w którym mieszkała najbardziej zaufana mi osoba. Po drodze jednak wpadłam na Sama.
- Gotowa ? - spytał. Spojrzałam na niego z niechęcią. Przeklęty rudzielec (nie mam nic do rudych osób, po prostu tak wyobrażam sobie Sama. ) Zerknęłam z odrazą w jego czerwono-brązowe oczy. Nie zostało z nich już nic ludzkiego. Był mniej więcej w moim wieku. Może o rok starszy.
- Tak - warknęłam i pobiegłam do wyjścia. Wyszłam na dwór i odetchnęłam świeżym powietrzem.
- Kiedy ostatnio jadłaś ? - spytał, siadając na schodach.
- Tydzień temu.
- Nieźle sobie radzisz. Ze wszystkim. - uśmiechnął się - Potrafisz opanować głód, słońce cię nie parzy, nie rzucasz się na pierwszego lepszego człowieka czy wilkołaka.
- Czyli jestem dziwakiem - podsumowałam - I nie zaprzeczaj. Ponad połowa wampów tak twierdzi.
- Powiesz mi coś ? - spytał, wstając i otrzepując spodnie. Miasto powoli popadało w mrok - dlaczego tamtej nocy... No wiesz...
- Poświęciłam się zamiast mojej najlepszej koleżanki, prawie siostry, która zawsze była przy mnie - podpowiedziałam mu.
- Dokładnie - stwierdził bez żadnych emocji - mocno głodna ?
- W kitę...
- To patrz i się ucz - mruknął tylko i już go nie było. Usłyszałam głośny krzyk. Odwróciłam się na pięcie. Sam stał kawałek dalej. O mur opierała się jakaś dziewczyna. W nozdrza uderzył mnie zapach krwi. Straciłam nad sobą panowanie. Podbiegłam do nich i odepchnęłam Sama. Zaczęłam się pożywiać. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Ktoś odciągnął mnie od jęczącej cicho dziewczyny.
- Musisz nad sobą panować - warknął Sam. Otarłam usta. Poczułam jak robi mi się niedobrze. Podbiegłam do najbliższego śmietnika i zwymiotowałam. Nadal się trzęsąc, usiadłam na ziemi.
- Lepiej ? - spytał Sam, kucając przy mnie. Może nie był jednak taki zły? Pokręciłam głową.
- Czy ona...
- Obudzi się rano, nic nie pamiętając. Ale musisz się kontrolować ! - krzyknął. Każde jego słowo było jak uderzenie bicza. Skuliłam się.
- Kogo my tu mamy - powiedział ktoś. podniosłam głowę i zobaczyłam tą samą dziewczynę, co w szkole. Obok niej stała jakaś dziewczyna - Dwa wampy. Co z nimi robimy Adrienne?
- Nie mam pojęcia... Przekroczyli granicę...
- Za to należy się kara - dziewczyna przemieniła się w wilka, ogromnego z kasztanową sierścią. Warknęła i podeszła bliżej.
- Adrienne ? - spytałam niedowierzając - Chodzimy razem do klasy...

< co teraz Adrienne?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz