-Nie wierzę w to co teraz powiem...-mruknęła Gwen.-Potrzebuję twojej pomocy.
- Dlaczego miałbym ci pomóc ? - oparłem się o framugę drzwi- Jakoś nie przypominam sobie, żebyś coś dla mnie zrobiła...
- Nie mi, tylko jej - dopiero teraz spostrzegłem stojącą za Gwen dziewczynę. Miała ładne, jasnoniebieskie oczy i blond włosy.
- Nie sądziłem, że smoki jeszcze istnieją. Poczekajcie minutkę - wszedłem z powrotem do mieszkania. Zrzuciłem z siebie szkolne ubranie i założyłem czarny t-shirt z moim ulubionym zespołem oraz jeansy. z szafki nocnej chwyciłem lekko wygięty, srebrny nóż, który przypiąłem do paska. Wolałem nie ryzykować brania łuku w dzień.
- Wychodzę ! - krzyknąłem tylko i wyszedłem do czekających na mnie dziewczyn. Przestały ze sobą rozmawiać.
- To co ? Idziemy ? - zbiegłem po schodach.
- Kim jesteś ? - spytała się nowa dziewczyna.
- Nie tutaj i nie teraz - mruknąłem i wszedłem w jedną z bocznych uliczek. Tworzyły one prawdziwy labirynt. Łatwo się w nich zgubić.
- Już niedaleko.
- Gdzie ty nas tak w ogóle ciągniesz ? - spytała zirytowana Gwen.
- Nikt ci nie kazał iść. - wzruszyłem ramionami - Idziemy do jedynego neutralnego miejsca w tym mieście. Jesteśmy na miejscu. - Stanęliśmy przed mocno rozpadającym się budynkiem z czerwonej cegły. Wszystkie okna, zostały zabite deskami. Lata świetności miał już dawno za sobą.
- Chyba sobie żartujesz ! - krzyknęła ta nowa.
- Mam ci pomóc czy nie ? - zastukałem do drzwi. Otworzył mi niskiego wzrostu goblin.
- Łowców nie wpuszczamy - wycharczał.
- Słuchaj kolego - zniżyłem głos do szeptu - Albo mnie wpuścisz, albo będzie źle... - Jego zielonkawe oczka spojrzały na mnie ze strachem a czoło zrosiło się potem.
- Nie zrobisz tego...
- Zakład ? - uśmiechnąłem się szelmowsko i pchnąłem drzwi - Idziecie? - odwróciłem się w stronę dziewczyn. Skinęły głowami i weszły do środka. Zszedłem po schodach do piwnicy, która jak zawsze tętniła życiem. Nikt tu nie narzekał, na wilkołaki, ani wampiry, elfy, gargulce... Wszyscy byli równi. Zacząłem przepychać się przez tłum, do jakiegoś spokojniejszego miejsca. Większość stworzeń ustępowała mi miejsca, lustrowała spojrzeniem... Obejrzałem się. Dziewczyny zaczepiła jakaś grupka spitych krasnoludów. Westchnąłem i zacząłem ponownie przepychać się w ich stronę.
- Na pewno nie chcesz się z nami napić ? - spytał się jeden z nich, zataczając się z lekka.
- Zostawcie nas w spokoju ! - krzyknęła zdenerwowana Gwen.
- Może twoja przyjaciółeczka... ?
- O ile się nie mylę, powiedziały nie. - stanąłem za nimi.
- Witaj łowco! My tylko chcieliśmy porozmawiać a panienki robią wielkie halo... - chuchnął mi w twarz. Skrzywiłem się.
- Nieważne... - mruknąłem. Wyczułem jakiś ruch przy pasku. Szybko chwyciłem małego krasnoluda, próbującego ukraść mój nóż.
- Zooooostaaaaw mnieeeeee!!!! - zaczął wrzeszczeć na całe gardło. Puściłem jego rękę.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz