Wyszedłem szybko ze szkoły. Max miał na mnie czekać przed domem. Jak głupi biegłem przez pół miasta. Wpadłem na klatkę schodową i wbiegłem na siódme piętro. Rzuciłem plecak na podłogę. Szkolne ubranie zmieniłem na strój Łowców. Chwyciłem nóż oraz strzały. Wychodząc zerknąłem do salonu. Wszystko było tak, jak to zostawiłem. Ojciec nadal nie wrócił... Rzadko bywał w domu. Odcięty od świata raz na miesiąc zostawiał pieniądze na zakupy oraz rachunki. Pokręciłem ze smutkiem głową. Zbiegłem po schodach i mocno się zdziwiłem. Przed drzwiami stał Cru. Zamurowało mnie. Dosłownie.
- Tato ? Co tu robisz ? - spytałem zdziwiony.
- Przyszedłem do domu, by dowiedzieć się co u ciebie... - odpowiedział - Nie powinieneś być w szkole?
- Dziś mieliśmy wolne - skłamałem - Tato umówiłem się z Max'em i chyba powinienem już iść...
- Rozumiem - westchnął cicho. Zrobiło mi głupio. Widywałem go raz na rusi rok a teraz go olałem. Jednak, kiedy zobaczyłem biegnącego Maxa, zapomniałem o spotkaniu z ojcem.
- Gotowy ? - spytał.
- Jak zawsze - skinąłem mu głową, chwytając łuk z jego pleców - Jak siostra ?
- Nie najgorzej. Gdzie najpierw ?
- Spotkałem się z ojcem - palnąłem ni z gruszki ni z pietruszki.
- Jak chcesz to... - chłopak przystanął. Machnąłem ręką.
- I tak pewnie zaraz wyjdzie. Myślałem o wampirach...
- Czemu nie. Mamy nawet po drodze. - Resztę drogi do rozpadającej się kamienicy spędziliśmy na rozmowach o niczym. To o szkole, to o rodzinie...
- Jak myślisz. Czy Nyssa była by... No wiesz... - spytał chłopak przed wejściem. Przystanąłem i popatrzyłem mu w oczy. Czyżby Max zakochał się w Nyssie ? Miałem ochotę się roześmiać, ale on mówił całkiem poważnie, spiekając przy tym niezłego raka.
- Musisz się jej sam spytać - uciąłem krótko. Zapukałem do drzwi. Przez dłuższy czas nic się nie działo. Jednak po chwili pokazała się w nich mała szparka.
- Czego chcą o tej porze dwaj Łowcy ? - spytał się rudy wampir, otwierając szerzej odrzwia.
- Przyszliśmy paktować - powiedziałem poważnie. Wamp spojrzał na mnie niepewnie.
- Nie sądzę, by Camille chciałby was widzieć...
- Całemu miastu grozi niebezpieczeństwo...
- Wpuść ich Sam ! - krzyknął jakiś zniecierpliwiony głos. Sara.
- To Łowcy - syknął wampir.
- To moi przyjaciele i chcą nam pomóc - dziewczyna szeroko otworzyła drzwi, stając w promieniach zachodzącego słońca - wejdźcie. Zaprowadzę was. - dziewczyna odwróciła się i ruszyła schodami na górne piętro. Niepewnie spojrzałem na Max'a.
- Nie mamy innego wyjścia - wzruszył ramionami i przekroczył próg. Szliśmy w tróję w milczeniu przez kolejne korytarze. Pozostali mieszkańcy kamienicy patrzyli na nas z odrazą. W końcu stanęliśmy przed ogromnymi drzwiami z ciemnego drewna. Były w nich wyryte płaskorzeźby przedstawiające różne zwierzęta. Sara zapukała.
- Proszę - odpowiedział głos ze środka. Uchyliłem drzwi. Na samym środku dużego pokoju stała piękna kobieta. Miała długie, brązowe włosy. Ubrała ciemnoczerwoną suknię z aksamitu. Sam pokój był urządzony dość skromnie. Na pomalowanych na krwistoczerwony kolor ścianach wisiały różne obrazy. W kącie stało łóżko z ciężkim baldachimem. Naprzeciwko okna stało stare biurko.
- Więc ? Czego chcecie ? - spytała się wampirzyca i powoli podeszła do nas. Jej czerwone oczy mieszały się z ludzką szarością.
- Razem z moim przyjacielem - skinąłem na Max'a - Przybywamy cię ostrzec. Księżycowe Bractwo pojawiło się w mieście - wampirzyca zmarszczyła brwi.
- To nic dobrego. Ale dlaczego to ty a nie twój ojciec powiadamiasz nas o tym ?
- Jest dość... Przybity. Nawet o tym nie wie. Może tak jest lepiej...
- Jeśli tak sądzisz... Trzeba będzie odnowić przysięgę.
- Co takiego ? - spytała stojąca za nami Sara.
- Odnawiamy ją tylko wtedy, kiedy miastu grozi niebezpieczeństwo - zaczął Max - Wtedy to wszystkie istoty składają Przysięgę, że będą go bronić za cenę życia.
- Dokładnie - skinąłem głową - Potrzebujemy jednak sali, która pomieści dość dużo osób.
- Nasze podziemia są do dyspozycji. Łowco - Powiedziała Camille - W następną bezksiężycową noc słowa przysięgi się powtórzą - wyszeptała. Zerknąłem na towarzyszy. Sara wskazała głową na drzwi.
- Chodźcie - mruknęła, kiedy wyszliśmy z gabinetu. O dziwo wyszła z nami na dwór.
- Idziesz z nami ? - spytał Max.
- Przejdę się trochę. Za ciemno tam jak dla mnie - uśmiechnęła się - gdzie teraz ?
- Do wilkołaków - mruknąłem, patrząc na mapę.
<Gwen?, Adrienne?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz