Nareszcie weekend. Po lekcjach skierowałam się od razu do domu. Nagle poczułam że dzwoni mi telefon. Wyjęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz.
-Kto...?-zobaczyłam że mam jakąś wiadomość. Nieznany numer. Otworzyłam ją:
Przepraszam, że tak nie osobiście, ale wolę zachować ostrożność. Chciałbym zaoferować swoją pomoc. Bractwo jest blisko. Spotkajmy się w parku o piątej.
Wiem, że możesz mi nie uwierzyć, ale potrzebujecie mojej pomocy.
-Hmm... Jaka skromność.-mruknęłam. Chociaż czułam, że ten ktoś ma rację. Sprawdziłam godzinę na zegarku. 16.50. Zagryzłam wargę. Nie wiedziałam, czy na pewno dobrze robię, ale jeśli...
-Idziesz?-z zamyślenia wyrwała mnie Adrienne.
-Nie... Muszę... Coś załatwić.-powiedziałam i pobiegłam w stronę parku. Usiadłam na jakiejś ławce i zaczęłam czekać. Po chwili usiadł obok mnie jakiś chłopak w bluzie z kapturem.
-Nie sądziłem że mi uwierzysz.-mruknął.
-Może powiesz mi dokładnie o co chodzi?
-Najpierw musimy pójść w jakieś bardziej bezpieczne miejsce.-wyjął spod nogawki spodni jakiś podłużny przedmiot.
-Nie zrobisz tego.-pokręciłam głową. On jednak machnął raz różdżką i przeniósł nas do jakiegoś ciemnego lasu.
-Teraz lepiej.
-Chyba nie masz zamiaru mi powiedzieć że TU jest bezpiecznie?!-spojrzałam z niepokojem na otoczenie. Wszędzie ciemno, drzewa miały jakieś dziwne kształty... Chłopak zdjął kaptur z głowy.
-Na pewno bardziej niż w tamtym parku.-wzruszył ramionami.
-Niech ci będzie.-wywróciłam oczami.
-Will Baker.-wyciągnął rękę. Podałam mu swoją.
-Skoro znasz mój numer telefonu, to raczej wiesz jak ja się nazywam.-zaśmiał się.
-Tak. Ale...-zaciął się.-...Chyba miałem ci powiedzieć o co chodzi.
-Byłoby miło.
-No dobra. Sam byłem kiedyś w Bractwie, ale... Zrezygnowałem.-zlustrowałam go wzrokiem.
-Zrezygnowałeś...?
-Jeśli można tak to nazwać.-uśmiechnął się krzywo.-W każdym razie, Bractwo rośnie w siłę. Znam ich oraz ich plany. Żeby się z nimi uporać, potrzebujecie mojej...-przerwał. Usłyszeliśmy jakieś szelesty.
-Co...-zaczęłam.
-Padnij!-krzyknął Will. Przygniótł mnie do ziemi. Coś przeleciało mi nad głową. Pociągnął mnie za ramię i ukryliśmy się za jakąś kłodą.
-Bezpieczne miejsce, tak?!-wykrzyknęłam.
-Nie sądziłem, że mnie tu znajdą.-zaczął się tłumaczyć.
-Wyciągnij nas stąd!-zaczął przetrząsać kieszenie.
-Eee...
-Nie mów, że...
-Nie, nie, dobra, jest.-wyciągnął z kieszeni różdżkę.
-Nigdy więcej...-uderzyłam go w twarz.
-Au!-machnął różdżką i po chwili znowu znaleźliśmy się w parku.
-Chodź.-pociągnęłam go za ramię i poszłam w stronę domu. Przy drzwiach spotkałam Neta, Maxa i jakąś kobietę.
-Kto...?-zaczął Net.
<Net?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz