- Długo jeszcze mamy tu czekać? - spytał
się już po raz setny Max. Leżał na ławce przed szkołą i wyglądał, jakby
dopiero co wstał. Nie mijało się to z prawdą. Max raczej nie chodził do
szkoły. Jednak, dla dobra sprawy i po to, by zobaczyć Nyssę, wstał
wcześniej.
- Idą - chwyciłem plecak i zarzuciłem go na ramię. Podbiegłem w stronę dziewczyn, mimowolnie się krzywiąc. - Cześć - rzuciłem - chyba coś znalazłem. - Co takiego? - spytała się Nyssa. Za nią stała Gwen z Adrienne. - Razem z Maxem spotkaliśmy się wczoraj po waszym wyjściu. Niestety, to co ustaliliśmy, potwierdziło mnie w tym, że mamy problem. - Poczułem na karku oddech Maxa. - Czy ty już nie masz innych przyjaciół? - wtrąciła się Gwen. - Takie życie - wzruszyłem ramionami. Tak naprawdę miałem wielu przyaciół w czasach, kiedy ojciec był jeszcze normalny. Jednak po śmierci matki, większość odwróciła się ode mnie - Specjalnie drałowałem na drugi koniec miasta, by upewnić się w moich myślach. To zapewne znak Księżycowego Bractwa. - Czego? - spytała Adrienne. - Są to Łowcy z mocnym świrem - wyręczył mnie przyjaciel - to oni... - spojrzał na mnie niepewnie. - Zruinowali mi życie - dokończyłem, patrząc w ziemię - W każdym razie, jeśli Bractwo dostało się do miasta... Będzie źle. Musiałbym dokładnie obejrzeć to znamię. Wystarczy mi zdjęcie - dodałem szybko. - Co jeśli masz rację? - spytała się Nyssa - Trzeba będzie zwołać Radę - skrzywiłem się na to wspomnienie - Zbierają się wtedy przedstawiciele wszystkich ras i postanawiają co należy zrobić. Zacznę chodzić dzisiaj. - Mogę wam pomóc? - spytał się ktoś za nami. Odwróciłem się i zobaczyłem Sarę. - Raczej sonie poradzę. Może być jedynie problem z dostaniem się do przedstawicieli. Ale to się załatwi - poprawiłem pasek od plecaka. - Coś jeszcze? - spytała się Adrienne. - Wszystko - skinąłem głową - Nyssa? Mogę zabrać ci chwilkę? <Nyssa?> |
||
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz