Przez chwilę stałem w miejscu, kompletnie
zbity z tropu. Patrzyłem w ślad za znikającą dziewczyną i powoli
odszedłem w stronę szatni. Zerknąłem z niepokojem na zegarek. Wpół do
piątej. Szybko się przebrałem i wybiegłem, odprowadzony wściekłym
wzrokiem nauczyciela.
- Panie Links ! - słyszałem za sobą jego wołanie. Nawet się nie
odwróciłem. Wbiegłem na ulicę, mało co nie zostając zabity przez jadące
samochody. Zwolniłem kroku, poprawiając spadający plecak. Ponownie
spojrzałem na zegarek i zakląłem pod nosem. Zaraz się spóźnię ! Ponownie
zacząłem biec. Nie stanowiło to dla mnie problemu. Po tylu nocach i
dniach spędzonych na przywracaniu do porządku niegrzecznych wampirów...
Wzdrygnąłem się na to wspomnienie. Zacząłem mozolną wspinaczkę na siódme
piętro bloku mieszkalnego w centrum miasta. Otworzyłem drzwi, pomagając
sobie siłą, kiedy znowu się zacięły. Rzuciłem plecak na podłogę i
uważnie przejrzałem wszystkie pokoje. Ojciec jeszcze ie wrócił z pracy.
Dobrze. Wszedłem do swojego pokoju i od razu poczułem się jak w domu.
Pomalowane na ciemno-zielono ściany, oblepione plakatami, szkicami i
nutami, stare łóżko, fotel, biurko oraz komoda. Wszystko, co do życia
potrzebne. Przebrałem się w czarną koszulkę z krótkim rękawem, ciemne
jeansy i trampki. Do paska przypiąłem srebrny sztylet, fiolkę z opiłkami
złota oraz srebra. Z skrytki w szafie wyciągnąłem kołczan. Uważnie
przeliczyłem strzały. Komplet. Ponownie zerknąłem na zegar. Chwyciłem
jeszcze tylko bluzę i zbiegłem na parter. Przed wejściem czekał na mnie
Max, nadpobudliwy siedemnastolatek. Nie dało się go pomylić z nikim
innym. Jasne, prawie białe włosy miał obcięte nierówno a zielone oczy
patrzyły na mnie figlarnie.
- Równo co do sekundy - zaśmiał się, kiedy zdyszany wybiegłem na naprzeciw.
- Nie śmiałbyś się, gdybyś leciał przez pół miasta. - uśmiechnąłem się i
podszedłem do najbliższych krzaków, skąd wyciągnąłem nowiutki łuk.
- Gotowy ?
- A czy kiedyś nie byłem - odpowiedziałem zamyślony i razem pogrążyliśmy się w zaułkach miasta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz