środa, 27 listopada 2013

Od Neta Cd. Gwen, Max, Sara

- Kto... - zacząłem. W oddali szła Gwen z jakimś chłopakiem. Kiedy podeszli bliżej, nie wierzyłem własnym oczom.
- Witaj Net - uśmiechnął się Will.
- Znacie się ? - spytała zaskoczona Sara.
- Aż za dobrze - mruknąłem i podszedłem do chłopaka - nie widzieliśmy się z dobre... 3 lata ? Nadal wisisz mi przysługę.
- Wiem. Właśnie przyszedłem spłacić dług.
- Chwila ! - wtrąciła się Gwen - nic nie rozumiem. Przecież ty... nienawidzisz bractwa... I... Jak ?
- Nie powiedziałeś im ? - uśmiechnął się Will.
- Jeszcze nie. Potem wam wszystko wyjaśnię. - powiedziałem, widząc ich miny. Tylko Max znał prawdę - więc ? Coś chcesz nam powiedzieć ? - zerknąłem na Willa.
- Znam plany Bractwa, jeśli cię to interesuje. Wiesz, że Marcus ci nie odpuści zdrady. Jesteś na celowniku.
- Super - mruknąłem - coś więcej ?
- Wiedzą, że zamierzasz odnowić Przymierze, ale nie wiedzą kiedy oraz gdzie. Planują atak na miasto za dwa tygodnie. Posłał swoich szpiegów.
- To wiem. Spotkałem jednego. Diego.
- Będę was informował. Do zobaczenia wkrótce - uśmiechnął się tajemniczo i zniknął.
- Pewnie macie sporo pytań - zacząłem. Przyjaciele kiwnęli głowami - może zacznę od początku - usiadłem na ławce pod drzewem - słucham.
- Skąd znasz Willa ? - spytała Sara.
- Dawno temu, sam należałem do bractwa - podwinąłem rękaw koszulki. Na przed ramieniu widniał wytatuowany czarny księżyc - Przyłączyłem się do niego, kiedy jeszcze wszystko było normalne. Jednak po tym, jak zabili moją matkę, odszedłem. Marcus, mistrz Bractwa, uznał to za zdradę - skrzywiłem się na wspomnienie ostrego miecza na moich plecach - udało mi się uciec. Ukrywałem się przez długi czas. W końcu myślałem, że o mnie zapomniał. Ale się myliłem...
< Gwen, max, Sara ?>

poniedziałek, 25 listopada 2013

Od Gwen CD Net

Nareszcie weekend. Po lekcjach skierowałam się od razu do domu. Nagle poczułam że dzwoni mi telefon. Wyjęłam go z kieszeni i spojrzałam na wyświetlacz.
-Kto...?-zobaczyłam że mam jakąś wiadomość. Nieznany numer. Otworzyłam ją:
Przepraszam, że tak nie osobiście, ale wolę zachować ostrożność. Chciałbym zaoferować swoją pomoc. Bractwo jest blisko. Spotkajmy się w parku o piątej.
Wiem, że możesz mi nie uwierzyć, ale potrzebujecie mojej pomocy.
-Hmm... Jaka skromność.-mruknęłam. Chociaż czułam, że ten ktoś ma rację. Sprawdziłam godzinę na zegarku. 16.50. Zagryzłam wargę. Nie wiedziałam, czy na pewno dobrze robię, ale jeśli...
-Idziesz?-z zamyślenia wyrwała mnie Adrienne.
-Nie... Muszę... Coś załatwić.-powiedziałam i pobiegłam w stronę parku. Usiadłam na jakiejś ławce i zaczęłam czekać. Po chwili usiadł obok mnie jakiś chłopak w bluzie z kapturem.
-Nie sądziłem że mi uwierzysz.-mruknął.
-Może powiesz mi dokładnie o co chodzi?
-Najpierw musimy pójść w jakieś bardziej bezpieczne miejsce.-wyjął spod nogawki spodni jakiś podłużny przedmiot.
-Nie zrobisz tego.-pokręciłam głową. On jednak machnął raz różdżką i przeniósł nas do jakiegoś ciemnego lasu.
-Teraz lepiej.
-Chyba nie masz zamiaru mi powiedzieć że TU jest bezpiecznie?!-spojrzałam z niepokojem na otoczenie. Wszędzie ciemno, drzewa miały jakieś dziwne kształty... Chłopak zdjął kaptur z głowy.
-Na pewno bardziej niż w tamtym parku.-wzruszył ramionami.
-Niech ci będzie.-wywróciłam oczami.
-Will Baker.-wyciągnął rękę. Podałam mu swoją.
-Skoro znasz mój numer telefonu, to raczej wiesz jak ja się nazywam.-zaśmiał się.
-Tak. Ale...-zaciął się.-...Chyba miałem ci powiedzieć o co chodzi.
-Byłoby miło.
-No dobra. Sam byłem kiedyś w Bractwie, ale... Zrezygnowałem.-zlustrowałam go wzrokiem.
-Zrezygnowałeś...?
-Jeśli można tak to nazwać.-uśmiechnął się krzywo.-W każdym razie, Bractwo rośnie w siłę. Znam ich oraz ich plany. Żeby się z nimi uporać, potrzebujecie mojej...-przerwał. Usłyszeliśmy jakieś szelesty.
-Co...-zaczęłam.
-Padnij!-krzyknął Will. Przygniótł mnie do ziemi. Coś przeleciało mi nad głową. Pociągnął mnie za ramię i ukryliśmy się za jakąś kłodą.
-Bezpieczne miejsce, tak?!-wykrzyknęłam.
-Nie sądziłem, że mnie tu znajdą.-zaczął się tłumaczyć.
-Wyciągnij nas stąd!-zaczął przetrząsać kieszenie.
-Eee...
-Nie mów, że...
-Nie, nie, dobra, jest.-wyciągnął z kieszeni różdżkę.
-Nigdy więcej...-uderzyłam go w twarz.
-Au!-machnął różdżką i po chwili znowu znaleźliśmy się w parku.
-Chodź.-pociągnęłam go za ramię i poszłam w stronę domu. Przy drzwiach spotkałam Neta, Maxa i jakąś kobietę.
-Kto...?-zaczął Net.

<Net?>

sobota, 16 listopada 2013

Od Net'a Cd. Gwen, Adrienne

Wyszedłem szybko ze szkoły. Max miał na mnie czekać przed domem. Jak głupi biegłem przez pół miasta. Wpadłem na klatkę schodową i wbiegłem na siódme piętro. Rzuciłem plecak na podłogę. Szkolne ubranie zmieniłem na strój Łowców. Chwyciłem nóż oraz strzały. Wychodząc zerknąłem do salonu. Wszystko było tak, jak to zostawiłem. Ojciec nadal nie wrócił... Rzadko bywał w domu. Odcięty od świata raz na miesiąc zostawiał pieniądze na zakupy oraz rachunki. Pokręciłem ze smutkiem głową. Zbiegłem po schodach i mocno się zdziwiłem. Przed drzwiami stał Cru. Zamurowało mnie. Dosłownie. 
 - Tato ? Co tu robisz ? - spytałem zdziwiony. 
 - Przyszedłem do domu, by dowiedzieć się co u ciebie... - odpowiedział - Nie powinieneś być w szkole?
 - Dziś mieliśmy wolne - skłamałem - Tato umówiłem się z Max'em i chyba powinienem już iść... 
 - Rozumiem - westchnął cicho. Zrobiło mi głupio. Widywałem go raz na rusi rok a teraz go olałem. Jednak, kiedy zobaczyłem biegnącego Maxa, zapomniałem o spotkaniu z ojcem. 
 - Gotowy ? - spytał.
 - Jak zawsze - skinąłem mu głową, chwytając łuk z jego pleców - Jak siostra ?
 - Nie najgorzej. Gdzie najpierw ?
 - Spotkałem się z ojcem - palnąłem ni z gruszki ni z pietruszki.
 - Jak chcesz to... - chłopak przystanął. Machnąłem ręką.
 - I tak pewnie zaraz wyjdzie. Myślałem o wampirach...
 - Czemu nie. Mamy nawet po drodze. - Resztę drogi do rozpadającej się kamienicy spędziliśmy na rozmowach o niczym. To o szkole, to o rodzinie... 
 - Jak myślisz. Czy Nyssa była by... No wiesz... - spytał chłopak przed wejściem. Przystanąłem i popatrzyłem mu w oczy. Czyżby Max zakochał się w Nyssie ? Miałem ochotę się roześmiać, ale on mówił całkiem poważnie, spiekając przy tym niezłego raka. 
 - Musisz się jej sam spytać - uciąłem krótko. Zapukałem do drzwi. Przez dłuższy czas nic się nie działo. Jednak po chwili pokazała się w nich mała szparka. 
 - Czego chcą o tej porze dwaj Łowcy ? - spytał się rudy wampir, otwierając szerzej odrzwia. 
 - Przyszliśmy paktować - powiedziałem poważnie. Wamp spojrzał na mnie niepewnie. 
 - Nie sądzę, by Camille chciałby was widzieć...
- Całemu miastu grozi niebezpieczeństwo...
- Wpuść ich Sam ! - krzyknął jakiś zniecierpliwiony głos. Sara.
- To Łowcy - syknął wampir.
- To moi przyjaciele i chcą nam pomóc - dziewczyna szeroko otworzyła drzwi, stając w promieniach zachodzącego słońca - wejdźcie. Zaprowadzę was. - dziewczyna odwróciła się i ruszyła schodami na górne piętro. Niepewnie spojrzałem na Max'a.
- Nie mamy innego wyjścia - wzruszył ramionami i przekroczył próg. Szliśmy w tróję w milczeniu przez kolejne korytarze. Pozostali mieszkańcy kamienicy patrzyli na nas z odrazą. W końcu stanęliśmy przed ogromnymi drzwiami z ciemnego drewna. Były w nich wyryte płaskorzeźby przedstawiające różne zwierzęta. Sara zapukała. 
- Proszę - odpowiedział głos ze środka. Uchyliłem drzwi. Na samym środku dużego pokoju stała piękna kobieta. Miała długie, brązowe włosy. Ubrała ciemnoczerwoną suknię z aksamitu. Sam pokój był urządzony dość skromnie. Na pomalowanych na krwistoczerwony kolor ścianach wisiały różne obrazy. W kącie stało łóżko z ciężkim baldachimem. Naprzeciwko okna stało stare biurko. 
- Więc ? Czego chcecie ? - spytała się wampirzyca i powoli podeszła do nas. Jej czerwone oczy mieszały się z ludzką szarością. 
- Razem z moim przyjacielem - skinąłem na Max'a - Przybywamy cię ostrzec. Księżycowe Bractwo pojawiło się w mieście - wampirzyca zmarszczyła brwi.
- To nic dobrego. Ale dlaczego to ty a nie twój ojciec powiadamiasz nas o tym ?
- Jest dość... Przybity. Nawet o tym nie wie. Może tak jest lepiej...
- Jeśli tak sądzisz... Trzeba będzie odnowić przysięgę.
- Co takiego ? - spytała stojąca za nami Sara.
- Odnawiamy ją tylko wtedy, kiedy miastu grozi niebezpieczeństwo - zaczął Max - Wtedy to wszystkie istoty składają Przysięgę, że będą go bronić za cenę życia. 
- Dokładnie - skinąłem głową - Potrzebujemy jednak sali, która pomieści dość dużo osób.
- Nasze podziemia są do dyspozycji. Łowco - Powiedziała Camille - W następną bezksiężycową noc słowa przysięgi się powtórzą - wyszeptała. Zerknąłem na towarzyszy. Sara wskazała głową na drzwi.
- Chodźcie - mruknęła, kiedy wyszliśmy z gabinetu. O dziwo wyszła z nami na dwór. 
- Idziesz z nami ? - spytał Max.
- Przejdę się trochę. Za ciemno tam jak dla mnie - uśmiechnęła się - gdzie teraz ?
- Do wilkołaków - mruknąłem, patrząc na mapę.
<Gwen?, Adrienne?>

sobota, 9 listopada 2013

Od Nyssy

 - Chyba tak - spojrzałam tęsknie za oddalającymi się dziewczynami. 
 - Chciałem ci powiedzieć, że naprawdę radzę ci uważać. Jakby coś się działo, masz mój numer. - powiedział Net.
 - Co oni takiego ci zrobili ? - spytałam. Chłopak wbił we mnie smutne spojrzenie i odwrócił się.
 - Zabili moją siostrę i matkę a ojca zmienili w cień człowieka, którym kiedyś był - powiedział cicho i odbiegł. Przez chwilę stałam w miejscu, kompletnie zbita z tropu. Obudził mnie dzwonek na pierwszą lekcję. Pobiegłam do szkoły. Jak zwykle nuuuddyyyy... Tak dokładniej nie musiałam tu nawet chodzić, ale tak to co bym robiła ? Zadzwonił dzwonek obwieszczający dużą przerwę. Wyszłam z klasy. Nagle, na korytarzu, wpadłam na kogoś .
 - Przepraszam - podniosłam wzrok. Prze mną stał wysoki, czarnowłosy chłopak. Przewyższał mnie o głowę a ja nie należałam do najniższych...
 - Nic się nie stało. Diego - podał mi rękę. Na wewnętrznej stronie jego nadgarstka został wytatuowany czarny księżyc. Może też powinnam sobie zrobic podobny?
 - Nyssa - przedstawiłam się z uśmiechem. Nagle, nie wiadomo skąd, obok mnie pojawił się Net.
 - Cześć Nyss - przywitał się i lekko pocałował w policzek. Co mu odbija ?! - Musimy już iść - spojrzał na mnie twardo, wsuwając swoją dłoń w moją. Coś tu nie pasuje... Poszłam za nim na dwór.
 - Jak się nazywa tamten chłopak ? - spytał, kiedy tylko wyszliśmy na świeże powietrze. 
 - Diego.
 - Widziałaś jego nadgarstek ? Symbol Bractwa.
 - Chyba masz lekką paranoje - odsunęłam się od niego. 
 - Nie ważne. Przekaż reszcie, by uważali - chłopak wyciągnął telefon z kieszeni - Ja muszę iść - mruknął i odszedł.
 < Net ?> Nie zdziwcie się, że jest trochę inaczej napisane, ale pisałam to ja cholka xD 

niedziela, 3 listopada 2013

Od Neta CD Nyssa


- Długo jeszcze mamy tu czekać? - spytał się już po raz setny Max. Leżał na ławce przed szkołą i wyglądał, jakby dopiero co wstał. Nie mijało się to z prawdą. Max raczej nie chodził do szkoły. Jednak, dla dobra sprawy i po to, by zobaczyć Nyssę, wstał wcześniej.
- Idą - chwyciłem plecak i zarzuciłem go na ramię. Podbiegłem w stronę dziewczyn, mimowolnie się krzywiąc.
- Cześć - rzuciłem - chyba coś znalazłem.
- Co takiego? - spytała się Nyssa. Za nią stała Gwen z Adrienne.
- Razem z Maxem spotkaliśmy się wczoraj po waszym wyjściu. Niestety, to co ustaliliśmy, potwierdziło mnie w tym, że mamy problem. - Poczułem na karku oddech Maxa.
- Czy ty już nie masz innych przyjaciół? - wtrąciła się Gwen.
- Takie życie - wzruszyłem ramionami. Tak naprawdę miałem wielu przyaciół w czasach, kiedy ojciec był jeszcze normalny. Jednak po śmierci matki, większość odwróciła się ode mnie - Specjalnie drałowałem na drugi koniec miasta, by upewnić się w moich myślach. To zapewne znak Księżycowego Bractwa.
- Czego? - spytała Adrienne.
- Są to Łowcy z mocnym świrem - wyręczył mnie przyjaciel - to oni... - spojrzał na mnie niepewnie.
- Zruinowali mi życie - dokończyłem, patrząc w ziemię - W każdym razie, jeśli Bractwo dostało się do miasta... Będzie źle. Musiałbym dokładnie obejrzeć to znamię. Wystarczy mi zdjęcie - dodałem szybko.
- Co jeśli masz rację? - spytała się Nyssa
- Trzeba będzie zwołać Radę - skrzywiłem się na to wspomnienie - Zbierają się wtedy przedstawiciele wszystkich ras i postanawiają co należy zrobić. Zacznę chodzić dzisiaj.
- Mogę wam pomóc? - spytał się ktoś za nami. Odwróciłem się i zobaczyłem Sarę.
- Raczej sonie poradzę. Może być jedynie problem z dostaniem się do przedstawicieli. Ale to się załatwi - poprawiłem pasek od plecaka.
- Coś jeszcze? - spytała się Adrienne.
- Wszystko - skinąłem głową - Nyssa? Mogę zabrać ci chwilkę?

<Nyssa?>



Od Nyssy CD Net

Nareszcie wyszłyśmy z tej przeklętej piwnicy.
-Wiesz jak stąd wrócić?-zapytałam Gwen.
-Coś się wymyśli.-westchnęła i zaczęła iść przez uliczkę. Trudno było dotrzymać jej kroku.
-Czy tobie też się coś w nim nie podoba?
-W Necie?-wzruszyła ramionami.-Praktycznie wszystko, ale to tylko przez wcześniejsze przeżycia. Nieważne.-zamilkła na chwilę.-A co?
-A tak tylko pytam...-naciągnęłam rękawy bardziej na ręce. Dalej szłyśmy w milczeniu.
-Zapomniałam zapytać...-wyszłyśmy już na główną ulicę.-Gdzie dokładnie mieszkasz?-to pytanie zbiło mnie z tropu.
-Nic sobie jeszcze nie znalazłam...-przyznałam niechętnie.
-Jak chcesz, możesz przez jakiś czas u mnie zamieszkać.
-Dzięki.-zbliżyłyśmy się do odrapanej kamienicy. Zatkałam nos. Śmierdziało tu psią karmą.
-Przepraszam, zapomniałam wspomnieć...-Gwen podrapała się niepewnie po szyi.-Jedno z większych skupisk wilkołaków. Przyzwyczaisz się.-westchnęła.
-Mam nadzieję.-weszłyśmy do jakiegoś mieszkania. Było ładnie urządzone, ściany były pomalowane na fioletowo.
-Możesz odetkać nos.-zrobiłam tak jak mówiła. Pachniało tu ładniej.-Chodź. Rozgość się.-byłam w przestronnym pomieszczeniu z niebieskimi ścianami. Łóżko stało niedaleko okna, naprzeciwko stała biblioteczka z książkami.
-Ładnie.
-Pokój dla gości. W szafie powinnaś znaleźć jakieś zapasowe ubrania.-powiedziała Gwen i wyszła, zostawiając mnie samą. Zaglądnęłam do szafy. Była pełna rzeczy. Przebrałam się w szary top i białe jeansy. Usiadłam na łóżku. Byłam zmęczona. Spojrzałam na zegarek. 9 po południu.
Obudziły mnie promienie słońca wpadające do pokoju. Usiadłam. Zastanawiałam się kiedy zasnęłam. Usłyszałam za ścianą piski i odgłosy rzucania... poduszką? Wyszłam z pokoju.
-O, cześć.-przywitała mnie jakaś dziewczyna.-Adrienne.-podałyśmy sobie ręce.
-Co tam się dzieje?-zapytałam ją i wskazałam na pokój obok mojego.
-Gwen i Elmer. Czyli, jak już się domyślasz, moja siostra i mój gadający wróbel. Wiem, że to brzmi trochę dziwnie...
-W naszym świecie chyba nic już mnie nie zaskoczy.-zaśmiałam się. Po chwili z pokoju wyszła Gwen.
-Co za wnerwiający ptak.-mruknęła. Zaraz za nią wyleciał z pokoju malutki ptaszek.
-Moja wina?! To ty we mnie rzucasz poduszką.-żachnął się.
-A weź się nią wypchaj.-warknęła. Adrienne do mnie podeszła.
-To normalka.-szepnęła. Poszłyśmy razem do kuchni. Zjadłyśmy śniadanie.
-Co teraz?-zapytałam.
-Szkoła.-westchnęła Adrienne.-Masz książki?
-Nie.
-Mamy coś w biblioteczce.-Gwen rzuciła mi plecak. Poszłam do mojego pokoju i zaglądnęłam do biblioteczki. Rzeczywiście, były tam podręczniki. Wpakowałam je do plecaka, założyłam buty i podbiegłam do dziewczyn, które już na mnie czekały. Poszłyśmy w stronę szkoły. Po drodze zaczepił mnie Net.
-Cześć. Chyba coś znalazłem.-powiedział.

<Net?>

Od Neta CD Nyssa

-Nie wierzę w to co teraz powiem...-mruknęła Gwen.-Potrzebuję twojej pomocy.
- Dlaczego miałbym ci pomóc ? - oparłem się o framugę drzwi- Jakoś nie przypominam sobie, żebyś coś dla mnie zrobiła...
- Nie mi, tylko jej - dopiero teraz spostrzegłem stojącą za Gwen dziewczynę. Miała ładne, jasnoniebieskie oczy i blond włosy.
- Nie sądziłem, że smoki jeszcze istnieją. Poczekajcie minutkę - wszedłem z powrotem do mieszkania. Zrzuciłem z siebie szkolne ubranie i założyłem czarny t-shirt z moim ulubionym zespołem oraz jeansy. z szafki nocnej chwyciłem lekko wygięty, srebrny nóż, który przypiąłem do paska. Wolałem nie ryzykować brania łuku w dzień.
- Wychodzę ! - krzyknąłem tylko i wyszedłem do czekających na mnie dziewczyn. Przestały ze sobą rozmawiać.
- To co ? Idziemy ? - zbiegłem po schodach.
- Kim jesteś ? - spytała się nowa dziewczyna.
- Nie tutaj i nie teraz - mruknąłem i wszedłem w jedną z bocznych uliczek. Tworzyły one prawdziwy labirynt. Łatwo się w nich zgubić.
- Już niedaleko.
- Gdzie ty nas tak w ogóle ciągniesz ? - spytała zirytowana Gwen.
- Nikt ci nie kazał iść. - wzruszyłem ramionami - Idziemy do jedynego neutralnego miejsca w tym mieście. Jesteśmy na miejscu. - Stanęliśmy przed mocno rozpadającym się budynkiem z czerwonej cegły. Wszystkie okna, zostały zabite deskami. Lata świetności miał już dawno za sobą.
- Chyba sobie żartujesz ! - krzyknęła ta nowa.
- Mam ci pomóc czy nie ? - zastukałem do drzwi. Otworzył mi niskiego wzrostu goblin.
- Łowców nie wpuszczamy - wycharczał.
- Słuchaj kolego - zniżyłem głos do szeptu - Albo mnie wpuścisz, albo będzie źle... - Jego zielonkawe oczka spojrzały na mnie ze strachem a czoło zrosiło się potem.
- Nie zrobisz tego...
- Zakład ? - uśmiechnąłem się szelmowsko i pchnąłem drzwi - Idziecie? - odwróciłem się w stronę dziewczyn. Skinęły głowami i weszły do środka. Zszedłem po schodach do piwnicy, która jak zawsze tętniła życiem. Nikt tu nie narzekał, na wilkołaki, ani wampiry, elfy, gargulce... Wszyscy byli równi. Zacząłem przepychać się przez tłum, do jakiegoś spokojniejszego miejsca. Większość stworzeń ustępowała mi miejsca, lustrowała spojrzeniem... Obejrzałem się. Dziewczyny zaczepiła jakaś grupka spitych krasnoludów. Westchnąłem i zacząłem ponownie przepychać się w ich stronę.
- Na pewno nie chcesz się z nami napić ? - spytał się jeden z nich, zataczając się z lekka.
- Zostawcie nas w spokoju ! - krzyknęła zdenerwowana Gwen.
- Może twoja przyjaciółeczka... ?
- O ile się nie mylę, powiedziały nie. - stanąłem za nimi.
- Witaj łowco! My tylko chcieliśmy porozmawiać a panienki robią wielkie halo... - chuchnął mi w twarz. Skrzywiłem się.
- Nieważne... - mruknąłem. Wyczułem jakiś ruch przy pasku. Szybko chwyciłem małego krasnoluda, próbującego ukraść mój nóż.
- Zooooostaaaaw mnieeeeee!!!! - zaczął wrzeszczeć na całe gardło. Puściłem jego rękę.
- Chodzcie. Nie mam za dużo czasu - mruknąłem i ruszyłem w stronę wolnego stolika przy ścianie. Rozsiadłem się na krześle.
- Kim jesteś? - spytała się mnie nowa dziewczyna.
- Łowcą. Na imię mi Net. A ty?
- Nyssa...
- Smok - dokończyłem z uśmiechem - Co się stało? Gdyby nie było to coś ważnego, Gwen za żadne skarby by do mnie nie przyszła.
- Szłam do domu. Skręciłam w niewłaściwą uliczkę. Ktoś zaszedł mnie od tyłu. Odwróciłam się i... film mi się urwał.
- Dziwne... Nic nie pamiętasz? - Nyssa pokręciła głową - daj mi rękę.
- Nie
- Jak mam ci pomóc, to musisz mi zaufać...
- Łowcy? - prychnęła Gwen.
- W takim razie, widzę, że zmarnowałyście mój czas - podniosłem się z krzesła.
- Czekaj! - zawołała Nyssa. Odwróciłem się i z powrotem usiadłem. Dziewczyna z niechęcią podała mi rękę. Dokładnie obejrzałem dłoń. Podwinąłem rękaw jej cienkiej kurtki. Na nadgarstkach oraz przeramieniu widniały blizny. Część świerzych, choć większość starych. Spojrzałem na nią niepewnie. Cięła się.
- Możesz przestać się gapić? - warknęła. Spuściłem jej rękaw.
- Nic nie widzę. Mogę sprawdzić kark? - spytałem i podszedłem do niej. Odgarnęła włosy. Tutaj też nic. Chociaż...
- Masz jakieś znamiona?
- Nie przypominam sobie...
- Okej. Nic większego nie zauważyłem. Jednak coś mocno mnie zastanawia. Masz pewne znamię na karku. Widziałem je kiedyś. Bardzo dawno temu. Muszę się spytać o coś ojca. Jakbyś coś sonie przypomniała, dzwoń - szybko napisałem jej na serwetce swój numer.
- Dzięki - mruknęła i razem z Gwen zaczęła przeciskać się przez tłum. Wyciągnąłem telefon i wybrałem numer Maxa.
- Za 15 minut w Piwnicy - rzuciłem tylko. Jeśli moje obawy się potwierdzą, jesteśmy w bagnie...

<Gwen, Nyssa? Co robiłyście po wyjściu z Piwnicy?>



sobota, 2 listopada 2013

Od Gwen CD Net

-Zamierzam.-powiedziała Sara.
-No dobra, ale ja się w to nie mieszam.-westchnęłam i poszłam w stronę szkoły. Po drodze na kogoś wpadłam. To był Ed.
-Cuchnie od ciebie krwią.-zmarszczył nos.
-Mi też cię miło widzieć.-uśmiechnęłam się sarkastycznie i odeszłam.
Ed jeszcze przez chwilę na mnie patrzył, a potem poszedł w swoją stronę. Lekcje mijały naprawdę wolno. Kiedy zadzwonił dzwonek, wyszłam na dwór i usiadłam na ławce. Ktoś się do mnie przysiadł.
-Przepraszam za wczoraj.-powiedział Net i wyciągnął rękę w moją stronę.-Zgoda?
-Chciałbyś.-wywróciłam oczami i wstałam.
-Gwen! Zaczekaj!-podbiegł do mnie.-Nadal nie rozumiem czemu mnie tak nie lubisz.
-Po pierwsze: nie przypominam sobie żebym ci się przedstawiała i domyślam się, że zrobiła to za mnie Adrienne.-kiwnął głową.-I jeśli cię to uszczęśliwi, łowca zabił mojego ojca, rzekomo swojego najlepszego przyjaciela.-poczułam jak łzy napływają mi do oczu.
-Wszyscy nie są tacy sami...-Net był wyraźnie zmieszany. Milczałam. Kiedy sobie uświadomiłam że łza spływa mi po policzku, odwróciłam się i szybko odeszłam. Wpadłam na Sarę. Otarłam pośpiesznie łzę.
-Cześć.-powiedziała. Uśmiechnęłam się niemrawo.-Co jest?
-Nic takiego...
-Przecież widzę że coś jest nie tak.
-Słuchaj, nie mam nastroju.
-A mogę ci go jakoś poprawić?-zapytała troskliwie.
-Zasztyletować mnie albo Neta.-mruknęłam.
-Bardzo śmieszne.-westchnęła.-Co tym razem...?
-Wolałabym żeby to zostało pomiędzy nami.
-Niech ci będzie.
-A poza tym... Powiedziałaś Shane'owi...?-zapytałam.
-Tak.
-I jak?
-Nie najgorzej.-powiedziała, po czym się rozeszłyśmy. Zaczęłam rozmyślać nad jej ostatnim zdaniem. Rozmyślania przerwał mi czyjś krzyk. Pobiegłam w stronę głosu. Zauważyłam jakąś dziewczynę, leżała nieruchomo na ziemi. Podeszłam bliżej. Zbadałam jej puls. Żyła. Poczułam zapach dymu. Dziewczyna otworzyła oczy.
-Kim jesteś?-zapytała mnie. Miała skupiony wyraz twarzy.-Wilk?
-Zajeżdża psią karmą, prawda?-przejechałam dłonią po czole.
-Nie jest tak źle.-usiadła.
-Nie sądziłam że...-zaczęłam, jednak dziewczyna mi przerwała.
-Że smoki jeszcze istnieją. Każdy mi to mówi.-westchnęła.
-Przepraszam.
-Nie masz za co.-wstała i otrzepała się z ziemi.-Nyssa.-podała mi rękę.
-Gwen.-odwzajemniłam uścisk.-Co tu się stało?
-Ktoś zaszedł mnie od tyłu, odwróciłam się, a dalej nie wiem...
-Cóż... Spróbujemy dojść do tego co tu się stało. Chodź ze mną.-poszłyśmy w stronę domu Neta. Zapukałam do drzwi.
-Tak?-otworzył Net.-Co...
-Nie wierzę w to co teraz powiem...-mruknęłam.-Potrzebuję twojej pomocy.

<Net?>

piątek, 1 listopada 2013

Od Sary CD Gwen

-Przestańcie!-Krzyknęła Adrienne Umilkliśmy.-Ma ktoś pomysł, dlaczego wampiry przeszły przez granicę? Bez obrazy...-zwróciłam się do mnie.
- Nic się nie stało - mruknęłam i oparłam się o ścianę. Byłam już zmęczona. Wszystkim. Tym, że jestem, kim jestem oraz tym, że Sam mnie lekko mówiąc olał...
- Sara - ktoś potrząsał moim ramieniem. Otworzyłam oczy. Przede mną stał Net, parząc na mnie z niepokojem
- Co ? - spytałam, rozmasowując kark. 
- Dlaczego przekroczyliście granice?
- Nie wiem ! - wybuchłam - Nic nie wiem ! Ja po prostu... Mam dość!
- Hej. Uspokój się - podszedł do mnie Max.
- Sorka. To wszystko po prostu dzieje się dla mnie za szybko. Najpierw ta zamiana, okłamałam brata a teraz...
- Jesteś siostrą Shene'a ? - spytał Net. Skinęłam głową - Powinnaś mu powiedzieć.
- I wydać sekret miasta ?! - krzyknęła zbulwersowana Gwen.
- Necie Links! - zawołał tubalny głos. Spojrzałam w stronę drzwi. Stał w nich potężnej budowy mężczyzna, ubrany w czarną koszulkę i jeansy. Ciemne włosy były już lekko przyprószone  siwizną, ale jego brązowe oczy wciąż był żywe - powiedz mi, że to żart ! Dwa wilkołaki, wampir i jeszcze Max.
- Też miło Pana widzieć - mruknął obrażony chłopak.
- Tako, wszystko wyjaśnię...
- Wszyscy wypad. Oprócz was - wskazał na chłopaków. Razem z dziewczynami przemknęłyśmy obok olbrzyma. Zbiegłam po schodach na dół. Przed wejściem czekał na mnie Sam.
- Brawo - krzyknęłam tylko do niego i uciekłam w noc. Słyszałam, jak rusza za mną. Pobiegłam w stronę kamienicy. Wpadłam do środka, przez ciężkie drzwi.
- Sara! Zaczekaj ! - krzyknął, ale biegłam dalej, po drodze trącając parę innych osób. 
- Zostaw mnie ! - zatrzasnęłam mu drzwi przed nosem. Nadal byłam głodna, ale o wiele mniej. Spakowałam książki i położyłam się spać.
***
Rano obudziły mnie pierwsze promienie słońca, przeciskające się pomiędzy szparkami, nieszczelnie zasuniętych firan. Zwlokłam się z łóżka i ubrałam w sprane jeansy oraz biały podkoszulek, na który narzuciłam luźny, czarny t-shirt. Otworzyłam drzwi i potknęłam się o tackę.
- Co do.. - wstałam. Przeze mną stała taca a na niej dwie butelki z czymś czerwonym. Otworzyłam jedną z nich. Krew. Popijając ją małymi łykami, zerknęłam na kartkę leżącą obok.
 Przepraszam za wczoraj. 
                                                Sam
Uśmiechnęłam się pod nosem i z pełnym żołądkiem, ruszyłam do szkoły. Przez wejściem czekała Gwen, Adrienne i parę innych osób. Przemknęłam obok nich.
- Sara ! - odwróciłam się. W moją stronę biegł Shane.
- O nie ! - jęknęłam - Musimy porozmawiać.
- Wiem. Co się dzieje ? Wczoraj przez chwilę rozmawiałem z Netem i...
- To jest dużo bardziej skomplikowane niż myślisz...
- Mogę zabrać ci chwilkę - zapytała się z słodkim uśmiechem Gwen i odciągnęła mnie na bok - Chyba nie zamierzasz mu powiedzieć ! - syknęła.
- Zamierzam - stwierdziłam.

<Gwen?>

Od Adrienne

-Chodzimy razem do klasy...-szepnęła Sara. Spuściłam wzrok. Kalkulowałam wszystko w głowie. Przekroczyli granicę, ale w końcu to moja przyjaciółka... Gwen już przymierzała się do ataku. Musiałam się spieszyć. Próbowałam skoczyć, ale nie zdążyłam. Drugi z wampirów zaatakował prędzej i przygwoździł moją siostrę do ściany. Zmieniła się na powrót w człowieka.
-Sam! Przestań!-Sara podbiegła do chłopaka, ale ten ją odepchnął. Rzuciłam się w jego stronę i powaliłam go na ziemię. Chwycił mnie za szyję i zaczął dusić. Zaczęłam powoli tracić przytomność, kiedy poczułam że wampir zwolnił uścisk. Odetchnęłam głęboko. Obok mnie leżała nieprzytomna Gwen. Miała rozciętą rękę. Sam pochylał się nad nią z nożem.
-Hej!-zawołał ktoś. Odwróciłam głowę. Net.
-Kto...?-wampir zbladł, o ile było to jeszcze możliwe.
-Mówiłeś coś?
-Nie...-mruknął Sam i odsunął się. Net podał mi rękę i pomógł wstać.
-Co tu jeszcze robisz?-warknął na wampira, który posłusznie poszedł w swoją stronę.
-Cieszę się że tu jesteś...-wzięłam gwałtowny haust powietrza.
-Ekhem... Też tu jestem.-chrząknął chłopak z bardzo jasnymi włosami.-A tak przy okazji, Max.-uśmiechnął się i podał mi rękę. Wywróciłam oczami i podałam mu niechętnie rękę.
-Może opowiesz nam co tu zaszło.-powiedział Net klęcząc nad Gwen. Obok niego siedziała Sara.
-No więc...-zaczerpnęłam powietrza.-...po prostu spacerowałam z Gwen. Wyczułyśmy obcy zapach i natknęłyśmy się na nich, Gwen próbowała zaatakować, ale Sam był szybszy i... to.-Net uśmiechnął się krzywo.
-Mogłem się tego po niej spodziewać.-westchnął.-Nieważne. Trzeba coś z nią zrobić.-podniósł ją, wstał i poszedł w tylko sobie znaną stronę. Poszłam za nim. Sara też. Zaczęłam nad tym wszystkim rozmyślać. Czemu wampiry przekroczyły granicę?
-Jesteśmy na miejscu.-powiedział Max. Weszliśmy do jakiegoś budynku, a potem do przestronnego pokoju z zielonymi ścianami. Net położył Gwen na łóżku i zaczął jej opatrywać rękę.
Po jakimś czasie dziewczyna otworzyła oczy.
-Gdzie jestem?-zamrugała.-To znowu ty?!-wykrzyknęła i spojrzała na Neta. Błyskawicznie zerwała się z łóżka i podparła o ścianę.
-Czyli wszystko w porządku.-Net ironicznie się uśmiechnął.
-Mogę chociaż wiedzieć jak się tu znalazłam?
Opowiedziałam jej wszystko.
-Super. Wolałabym tam tkwić i się wykrwawić.-wywróciła oczami.
-Następnym razem ci nie pomogę.-odgryzł się Net.
-Przynajmniej nie będę na ciebie cały czas trafiać.-warknęła. Zaczęli się kłócić.
-Przestańcie!-wykrzyknęłam. Umilkli.-Ma ktoś pomysł, dlaczego wampiry przeszły przez granicę? Bez obrazy...-zwróciłam się do Sary.

<Net, Sara? Ktokolwiek?>

Od Sary CD Adrienne

Po kilku kolejnych, nudnych lekcjach wyszłam ze szkoły i ruszyłam do... Hmm... Chyba można by to nazwać domem. Nie mieszkałam już razem z bratem, który pewnie się o mnie strasznie zamartwiał, tylko z chordą rządnych krwi, bladolicych komarów. Nie chciałam zmiany. Nigdy nie narzekałam na swój los, choć przyznam, że nie było łatwo. Po przeprowadzce do city souls rodzice odwiedzili mnie dwa razy. Mieszkałam razem z Shane'm. Pewnej nocy, dwa tygodnie temu wracałam z przyjaciółmi z koncertu. Weszłyśmy nie w tą uliczkę co trzeba. No i stało się. Jestem młodocianym wampirem. Przechodząc obok warsztatu, w którym pracuje mój brat, pochyliłam głowę, by nikt mnie nie rozpoznał. Wmówiłam mu, że zamieszkam razem z znajomą, bo jest bliżej i nie chce go niczym obciążać. Nie wiedział jakie to miasto jest naprawdę. Może to i lepiej? Zerknęłam na duży budynek z kamienia. Dom. Wspięłam się po ogromnych schodach. Po obu stronach drzwi stały kamienne lwy. Weszłam do środka. Przywitał mnie zapach stęchlizny i krwi. Na to drugi, zaburczało mi w brzuchu. Nie jadłam od tygodnia. Dla normalnego wampira, byłoby to szaleństwem. Dla mnie normalką. Potrafiłam lepiej niż reszta hamowć głód.
- Śmierdzisz mokrym psem - zza balustrady wychyliła się Carmel. Z ironicznym uśmiechem na twarzy przeszłam obok niej, lekko trącając ja ramiemiem - uważaj jak chodzisz - syknęła.
- Wybacz - mruknęłam i szybko podbiegłam do najbliższych drzwi, unikając kontaktu z jej kłami. Wpadłam do pokoju, który okazał się pokojem Ernesta, jednego z porządniejszych a równocześnie strasznie staroświeckich wampów.
- W czymś mogę ci pomóc? - spytał, zamykając przeczytaną już kilka razy książkę. Miał krótko przycięte, czarne włosy i zielono-żółte oczy. Uśmiechając się, odsłonił ostre kły.
- Cześć. Widziałeś może Sama?
- Czeka na ciebie w swoim pokoju.
- Dzięki - szepnęłam i wyszłam. Sam jest wampirem, który mnie przemienił. Teraz musi się mną zajmować czyli chodzić na polowania.
Weszłam do swojego, pięknie urządzonego pokoju. Nikogo tam jednak nie zastałam. Ogarnęłam wzrokiem cały pokój. Nic. Wszystko zostało na swoim miejscu. Na biurku pod ścianą leżały książki i zeszyty. Łóżko pod oknem nadal stało niepościelone a z szafy wylewały się rzeczy. Poczułam mocny ucisk w żołądku. Musiałam coś zjeść. I to szybko. Rzuciłam plecak na łóżko i pobiegłam do pokoju w którym mieszkała najbardziej zaufana mi osoba. Po drodze jednak wpadłam na Sama.
- Gotowa ? - spytał. Spojrzałam na niego z niechęcią. Przeklęty rudzielec (nie mam nic do rudych osób, po prostu tak wyobrażam sobie Sama. ) Zerknęłam z odrazą w jego czerwono-brązowe oczy. Nie zostało z nich już nic ludzkiego. Był mniej więcej w moim wieku. Może o rok starszy.
- Tak - warknęłam i pobiegłam do wyjścia. Wyszłam na dwór i odetchnęłam świeżym powietrzem.
- Kiedy ostatnio jadłaś ? - spytał, siadając na schodach.
- Tydzień temu.
- Nieźle sobie radzisz. Ze wszystkim. - uśmiechnął się - Potrafisz opanować głód, słońce cię nie parzy, nie rzucasz się na pierwszego lepszego człowieka czy wilkołaka.
- Czyli jestem dziwakiem - podsumowałam - I nie zaprzeczaj. Ponad połowa wampów tak twierdzi.
- Powiesz mi coś ? - spytał, wstając i otrzepując spodnie. Miasto powoli popadało w mrok - dlaczego tamtej nocy... No wiesz...
- Poświęciłam się zamiast mojej najlepszej koleżanki, prawie siostry, która zawsze była przy mnie - podpowiedziałam mu.
- Dokładnie - stwierdził bez żadnych emocji - mocno głodna ?
- W kitę...
- To patrz i się ucz - mruknął tylko i już go nie było. Usłyszałam głośny krzyk. Odwróciłam się na pięcie. Sam stał kawałek dalej. O mur opierała się jakaś dziewczyna. W nozdrza uderzył mnie zapach krwi. Straciłam nad sobą panowanie. Podbiegłam do nich i odepchnęłam Sama. Zaczęłam się pożywiać. Nie wiedziałam co się ze mną dzieje. Ktoś odciągnął mnie od jęczącej cicho dziewczyny.
- Musisz nad sobą panować - warknął Sam. Otarłam usta. Poczułam jak robi mi się niedobrze. Podbiegłam do najbliższego śmietnika i zwymiotowałam. Nadal się trzęsąc, usiadłam na ziemi.
- Lepiej ? - spytał Sam, kucając przy mnie. Może nie był jednak taki zły? Pokręciłam głową.
- Czy ona...
- Obudzi się rano, nic nie pamiętając. Ale musisz się kontrolować ! - krzyknął. Każde jego słowo było jak uderzenie bicza. Skuliłam się.
- Kogo my tu mamy - powiedział ktoś. podniosłam głowę i zobaczyłam tą samą dziewczynę, co w szkole. Obok niej stała jakaś dziewczyna - Dwa wampy. Co z nimi robimy Adrienne?
- Nie mam pojęcia... Przekroczyli granicę...
- Za to należy się kara - dziewczyna przemieniła się w wilka, ogromnego z kasztanową sierścią. Warknęła i podeszła bliżej.
- Adrienne ? - spytałam niedowierzając - Chodzimy razem do klasy...

< co teraz Adrienne?>