niedziela, 9 lutego 2014

Od Max'a Cd. Adrienne

- Ufam ci tylko dlatego, że znałeś Neta - mruknąłem, lekko biorąc Gwen na ręce - Gdzie idziemy ?
- Do nas - powiedziała szybko Adrienne.
- Tylko szybko - powiedział Will. Truchtem pobiegliśmy w stronę domu dziewczyn.
- Do Neta byłoby bliżej - mruknąłem.
- Nie sądzę, by... - zaczęła dziewczyna
- Chodzi mi o czas. Została zaatakowana przez Bractwo. Nawet dobrze się składa. Potrzbny byłby mi ktoś, kto zna się na ich truciznach. - zamyślił się chłopak.
- Ona nie należy do najlżejszych - przypomniałem  - Ani ja do najsilniejszych.
- To do Neta - zdecydowała Adrienne. Skręciliśmy w wąską uliczkę. Po kilku minutach biegu byliśmy przed blokiem mojego przyjaciela. Z trudem doczłapałem się na siódme piętro.
- Nie otwiera - powiedział Will. Adrienne nadal pukała uparcie do drzwi.
- Potrzymaj - przekazałem Gwen chłopakowi - Net! - krzyknąłem, waląc w drzwi - Albo otworzysz albo wyważę a potem zaciągnę ci tu za kłaki ! Liczę do trzech. Raz! Dwa!
- Czego chcesz ? - warknął. Był ubrany w szary dres i czarną, zwykłą koszulkę. Włosy miał w nieładzie, jakby dopiero wstał z łóżka. Uderzony policzek powoli zaczynał puchnąć.
- Miło cię widzieć - odpowiedział Will i wepchnął nadal nieprzytomną Gwen w moje ręce - Dziewczyna na w sobie jakąś truciznę Bractwa - próbował wejśc do środka. Net chwycił go za ramię i wyciągnął na korytarz.
- Nie zrobię tego - warknął.
- Czemu ? - spytała Adrienne ze łzami w oczach.
- Zerwałem z Bractwem i wszelkimi sprawami z nim związanym.
- Ale... - zacząłem
- Nie. Max. Wiem, że trudno ci to zrozumieć. - Net zamknął cicho drzwi - To jest ta historia o której wolę zapomnieć.
- Ale inaczej ona zginie - powiedziałem spokojnie - Nie chcesz by kolejna osoba...
- DOŚĆ ! - drzwi otworzyły się z trzaskiem i stanął w nich ojciec Neta - Wszyscy do środka. JUŻ !
<Adrienne?>

Od Adrienne CD Max

-Muszę porozmawiać z Gwen.-powiedział Max.
-Po co?-zapytałam.
-Wytłumaczyć... Coś.
-Dobra, ale jeśli wbije w ciebie pazury, to już nie będzie moja wina.-westchnęłam. Wpuściłam go do środka i poprowadziłam do pokoju Gwen. Zapukałam. Cisza. Ostrożnie otworzyłam drzwi. W środku jej nie było, a okno było otwarte.
-O co tu chodzi?-zapytał Max.
-Wyszła, jak widać.
-Normalny człowiek wychodzi drzwiami, co nie?
-Nikt tu nie jest normalny, zapomniałeś?!
-Dobra. To co teraz?
-Poczekaj...-podeszłam do szafy, która miała lekko uchylone drzwi.-Niedobrze.
-Co?
-Zabrała rzeczy do biegania.
-To źle?-Max spojrzał na mnie jak na wariatkę.
-Tak, bo ona biega tylko jak coś jej jest.-westchnęłam.-To jest moja siostra, tego nie zrozumiesz.
-Znam to.-pokręcił głową.-To coś tak czuję że będziemy jej szukać.
-Jesteś jasnowidzem?-powiedziałam sarkastycznie i pociągnęłam go na zewnątrz. Zaczęliśmy biec w stronę lasu.
***
-W tym lesie szybko jej nie znajdziemy!-krzyknął Max. Był kilka metrów za mną.
-Wiem gdzie jej szukać.-odkrzyknęłam i zaczęłam biec.
-No nie gadaj... Znowu biegniemy?-chłopak uniósł ręce w geście "co mnie skazało na jej towarzystwo". Zwolniłam.
-Jak chcesz to możemy iść... Ale w tym czasie może przejść gdzie indziej.-mruknęłam. Westchnął i zaczął biec truchtem w moją stronę.
***
Dotarliśmy na małą polanę.
-To tu.-zlustrowałam wzrokiem otoczenie.
-Chyba kogoś tam widzę.-chłopak wskazał palcem w jakieś miejsce. Ktoś siedział tam pod drzewem. Poszłam w tamtą stronę. Kiedy znalazłam się kilka metrów bliżej, zobaczyłam że to nie Gwen. Siedział tam ten nowy chłopak, a ona leżała nieprzytomna obok niego.
-Spokojnie. Żyje.-podniósł dłoń.
-O co tu w ogóle chodzi?-Max był tak samo zmieszany jak ja.
-Wyjaśnię. Ale nie w tym momencie. Musimy stąd iść, tu nie jest bezpiecznie.-mruknął chłopak.

<Max? Co było dalej?>

czwartek, 23 stycznia 2014

Przepraszam...

...za tą kolejną nieobecność.
Nie było jakoś specjalnie weny i czasu.
Ale...
Już to poprawiam. :'3
/Gwen